Wspomniany wyjazd był bardzo spontaniczny i do końca nie byłam przekonana czy dobrze robię wylatując na tydzień bez dzieci i męża. Zadałam sobie nawet pytanie „po co ja w ogóle lecę ?” Chociaż nie był to pierwszy wyjazd w moim życiu. To był czas, gdzie straciłam ukochaną osobę -mojego tatę i szukałam drogi i pomysłu na siebie, celu który dałby mi motywację do pracy i dalszego działania. Wylot do Tunezji nie był w ogóle planowany, po prostu była okazja i z niej skorzystałam.
Czy podróże kształcą? Moim zdaniem tak. Kształtują charakter, zmieniają postrzeganie świata, ludzi, wyostrzają wszystkie zmysły. To jest adrenalina, która uzależnia. Podczas wyjazdów używam wszystkich swoich zmysłów w 100%. Moja pamięć koduje zapachy, smaki i widoki. Doskonale pamiętam dźwięk fortepianu na Placu Św. Marka w Wenecji a było to 20 lat temu czy też minę mojego męża kiedy to taksówką pojechaliśmy do typowej Egipskiej dzielnicy i byliśmy tam jedynymi turystami. Powiedział wtedy, że natychmiast wracamy do hotelu albo mnie tu zostawi. Pojechałam, nie miałam wyjścia- była to nasza podróż poślubna 12 lat temu.